O nas
STRONA GŁÓWNA >>

Dzisiaj jest Sobota, 21 Październik 2017 r. Imieniny: Celiny, Hilarego, Janusza

Wywiady

AUDIOSLAVE - wywiad z zespołem - listopad 2002 r.. STRONA: 1

- Skąd wzięła się nazwa Audioslave?
- (Tom Morello) Nazwa Audioslave objawiła się Chrisowi Cornellowi w jego wizji. Takiej, jakie objawiają się szamanom. A z wizjami nie wypada dyskutować (śmiech)
- (Chris Cornell) Wymyślaliśmy propozycje nazwy, próbując znaleźć coś, co mogłoby opisywać naszą muzykę i poglądy. Było to dość trudne, zważywszy na różnorodność utworów, jakie znalazły się na płycie. Któregoś dnia, niczym błyskawica, w mojej głowie zaświtała nazwa 'Audioslave (Audioniewolnik)'. Pomyślałem, że idealnie pasuje do nas pod każdym względem. Wszyscy kochamy nagrywać płyty, tworzyć muzykę. Jesteśmy czterema otwartymi kolesiami, którzy przedkładają ją nad wszystko inne.
- Znaliście się z Chrisem Cornellem już wcześniej?
- (Brad Wilk) Pierwszy raz, kiedy poznałem Chrisa, miał miejsce w studio w Hollywood. Właśnie wtedy skończyliśmy grać jako Rage Against the Machine i dopiero Rick Rubin zasugerował, że moglibyśmy spróbować cos razem nagrać. Chris jest jednym z moich ulubionych wokalistów, więc byłem nią od początku bardzo podekscytowany. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy usiedliśmy razem w jednym pomieszczeniu, zamknąłem oczy, zacząłem grać i nagle usłyszałem obok siebie ten unikalny, potężny głos. To było coś surrealistycznego, niezwykłego. Od samego początku wytworzyła się miedzy nami pewna chemia, co wcale nie jest takim powszechnym zjawiskiem. Nawet najlepszy muzyk może wypaść blado, jeżeli nie znajdzie wspólnego języka z resztą swojego zespołu. Dlatego mieliśmy naprawdę dużo szczęścia, że po pierwsze: śpiewał z nami jeden z najlepszych wokalistów świata, a po drugie: nasza współpraca okazała się strzałem w dziesiątkę. Graliśmy już kiedyś z Soundgardem podczas festiwalu Lollapalooza i była to chyba pierwsza okazja, kiedy mogliśmy usiąść i przez chwilę wspólnie pogadać.
- A jak wspominacie wasze pierwsze spotkanie?
- (Tim Commerford) Kiedy Zack opuścił zespół, długo nie wiedzieliśmy, co ze sobą począć. Biliśmy się z myślami, czy nie zatrudnić nowego wokalisty. I wtedy z pomocą przyszedł nam Rick. Zapytał czy nie chcielibyśmy umówić się na małe jam session z Chrisem Cornellem. Kiedy wreszcie ustalono jej termin, wiedziałem że to nie tylko sesja z Chrisem (co samo w sobie wywołało we mnie niezły dreszczy emocji), ale rzecz, którą produkować chce sam Rick Rubin, a my nie mamy na nią przygotowanej ani jednej piosenki! Mimo to potrafiłem odetchnąć z ulgą, bo wierzyłem, że ten projekt ma przed sobą przyszłość.
- (T) Nasze pierwsze spotkanie od razu przerodziło się we wspólne jammowanie. Zaczęliśmy pisać pierwsze piosenki i w ciągu trzech dni powstały "Expolder", "Light My Way" i "Bring Em Back Alive". Wtedy zatrzymaliśmy się na chwilę i stwierdziliśmy: hmmm, całkiem nieźle! Potem zapadła ostateczna decyzja, że zakładamy zespół. Podczas naszych pierwszych rozmów z Chrisem od razu doszliśmy do wspólnego wniosku: nie interesuje nas stworzenie projektu byłych supergwiazd, które nagrają jedną płytę, zgarną kasę i nikt już o nich nie usłyszy. Chcieliśmy być grupą i - co istotne - nagrać najlepszą płytę w swojej karierze. Takiego samego zdania był Chris. Bardzo inspirował mnie jego głos i osobowość. W przeciągu 19 dni napisaliśmy 21 utworów i był to chyba najbardziej płodny okres w naszej karierze. Coś niesamowitego!
- (CC) Cały pomysł opierał się na wspólnym jammowaniu - dopiero potem miało okazać się, co z tego wyjdzie. Jadąc na spotkanie z chłopakami myślałem sobie - to, czy cały projekt wypali, będę wiedział już po kilku minutach. I faktycznie, nie minęło 10 minut wspólnego grania a już byłem pewien, że będzie dobrze. Graliśmy razem półtorej godziny i chociaż oni chcieli jeszcze, ja wstałem i powiedziałem: słuchajcie, świetnie się bawię, chyba założymy razem zespół! Chyba było na to jeszcze trochę za wcześnie, ale po kilku dniach mieliśmy napisanych już siedem piosenek, więc tak czy inaczej, stanowiliśmy zespół, czy to wiedzieliśmy, czy nie.
- Jak bardzo praca w studio różniła się od pracy w waszych poprzednich projektach?
- (BW) W muzyce rap, która stanowiła ważny element twórczości Rage'ów, chodziło przede wszystkim o wyrazisty, ostry rytm. Jednak granie w ten sposób przy Chrisie byłoby nawet dla mnie czymś niepoważnym. Musiałem więc wszystko jeszcze raz przemyśleć. Musiałem dostosować się do utworu, zrobić jakby krok w tył. Było to o tyle zabawne, że czytam właśnie dużo o buddyzmie, w którym tyle mówi się o upraszczaniu sobie życia, więc miało to dla mnie podwójny sens. Mniej znaczy nieraz więcej. To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Wsłuchiwanie się w melodie i klimat utworu, niż tylko robienie tego, co do mnie należy. Czułem, że wymaga się ode mnie pomysłowości.
- (TM) Praca z Chrisem była bardzo inspirująca, bo po raz pierwszy mieliśmy wokalistę, który na miejscu wymyślał linię wokalną. I to nie zwykłego wokalistę, ale właśnie Chrisa Cornella, czyli tego najlepszego! "I Am The Highway", "Like A Stone" czy "Getaway Car", o nagrywaniu których moglibyśmy kiedyś tylko marzyć, stawały się rzeczywistością!
- (TC) Przy tej płycie robiliśmy rzeczy, których nie stosowaliśmy przy żadnej wcześniejszej płycie Rage'ów. Zapisywaliśmy wszystkie akordy, wszystkie riffy. Dla mnie jako basisty było to szczególnie wygodne, bo gdy czarno na białym napisane miałem całe sekwencje akordów, od razu wiedziałem, która ile trwa. Zawsze trochę obawiałem się grania akordów, szczególnie kiedy ktoś chciał, żebym zademonstrował jak to się 'gra na basie w Rage'ach'. Tak więc dopiero Rick spowodował, że było to dla mnie mniej stresujące. Słuchał naszej gry i twierdził, że nie potrafimy brzmieć miękko. Tak bardzo skupiamy się na ciężkim rockowym łojeniu, że nie mamy żadnego doświadczenia w lżejszym, spokojniejszym wydawaniu dźwięków. Dlatego te najlżejsze utwory zostawiliśmy sobie na koniec sesji. Zabieraliśmy się do niech bardzo ostrożnie, ale ostatecznie to właśnie one decydują o charakterze płyty. Nigdy wcześniej nie odważyłbym się ich zagrać. Jeszcze grając w Rage'ach, pracowaliśmy nad aranżacją utworów i nieraz pojawiał się jakiś niezgrabny dźwięk, która powracał co kilka taktów i uatrakcyjniał całą kompozycję - powodował, że było bardziej hip-hopowo. W Audioslave taki dźwięk nie pojawia się ani przez chwilę. Podczas pracy w studio parokrotnie natrafialiśmy na takie momenty, kiedy Chris protestował, że nie zaśpiewa do takiej melodii. Kazał nam po kolei grać nasze partie, potem zatrzymywał w odpowiednich miejscach, łączył wszystko tyle razy, dopóki nie zaczęło współbrzmieć, jak chciał. Te niezgrabne dźwięki może byłyby ciekawe z hip-hopowego, ale na pewno "Cornellowego" punktu widzenia. Grając z Chrisem Cornellem czułem się jak w zespole cygańskim, w którym siedzi obok nas człowiek, którego wymarzyliśmy sobie na miejsce naszego wokalisty!

Dodatkowe informacje: www.axisofjustice.com

| 1 | 2 | 3 | 4 | Następna strona >>
Muzyka polska
CO NOWEGO?
STARE, NOWE I NAJNOWSZE
SHOW MUST GO ON!
NA POWAŻNIE
NAJ...LINKI
Muzyka zagraniczna
CO NOWEGO?
STARE, NOWE I NAJNOWSZE
SHOW MUST GO ON!
NA POWAŻNIE
NAJ...LINKI
Muzyczny deser
MUZYKA Z GŁOŚNIKA...
EKRANIZACJA
LISTY PRZEBOJÓW
CHWILA WYTCHNIENIA
NO TO GRAJ
TROCHĘ SOFTU
NA FALI
UJAWNIJ SIĘ
WYWIADY
SZAŁ CIAŁ
PIGUŁKA
Muzyczny odlot
WYDARZENIA KULTURALNE
MODERN ROCK REV.
Listy przebojów
BILLBOARD SINGLES (18.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

EUROCHART SINGLES (21.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

UKCHART SINGLES (21.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

Subskrypcja
ZAREJESTRUJ SIE (NOWY FORMULARZ)
Muzyczne szukanie
 
 
 

Tysiące tanich przedmiotów!
Tysiące tanich przedmiotów!

W górę

DNC | REKLAMA | POCZTA | POMOC | ZUIOP

Wszelkie prawa zastrzeżone - DNC WebDesign 2000 - 2017