O nas
STRONA GŁÓWNA >>

Dzisiaj jest Wtorek, 25 Lipiec 2017 r. Imieniny: jakuba, Krzysztofa, Walentyny

Wywiady

Peter Silberman lider zespoĹłu The Antlers. STRONA: 1

Halina Jasonek: Kiedy cztery lata temu wydaliście "Burst Apart" zdawało się, że stoicie u progu indie gwiazdorstwa: programy telewizyjne, duże festiwale na całym świecie. Gdybyście poszli za ciosem, potencjalnie bylibyście dziś headlinerami. Tymczasem zdaje się, że wasza kariera poszła w zupełnie inną, mniej mainstreamową stronę.
Peter Silberman: To nie jest tak, że z premedytacją sabotowaliśmy nasz sukces. Ale wydaje mi się, że taki rodzaj kariery po prostu przestał nas interesować. Żaden z nas nie był nigdy specjalnie zainteresowany sławą. Nie chcieliśmy być muzykami popowymi, przejść do mainstreamu. A takie rzeczy trudno przewidzieć. Kiedy się przydarzą, to w porządku; radzisz sobie z nimi. Przez rok czy dwa po wydaniu "Burst Apart" robiliśmy znacznie więcej niż wcześniej, więcej niż po "Hospice". Przytrafiło się sporo ciekawych możliwości, na przykład telewizja. Piosenki były krótsze i bardziej bezpośrednie. Jeśli chcesz się dostać do programów telewizyjnych, a piszesz wolne i długie piosenki, to może być ciężko. Co innego jeśli masz 3,5-minutowy kawałek, który jest w dodatku chwytliwy, a nasze piosenki z "Burst Apart" trochę takie były. Zwodniczo popowe. Wtedy jest łatwiej.
Zabiegaliście wtedy o to?
Tak naprawdę pracowało na to wiele osób z naszego otoczenia. Podchodzimy do tego na tej zasadzie, że jeśli takie rzeczy się trafiają - super, bardzo chętnie to zrobimy. Ale to nie tak, że właśnie o tym marzymy. To są fajne, trochę surrealistyczne przeżycia. Telewizja na pewno może pomóc w karierze. Ale zupełnie nie o to nam chodzi. Kiedy nagrywasz płytę z 8-minutowymi piosenkami i nie zapraszają cię do telewizji, to naprawdę nie ma w tym nic zaskakującego.
Poprzednie płyty, szczególnie "Hospice" pełne były dramatycznych i surowych emocji. Zyskały dzięki temu wielu fanów. Wasza ostatnia płyta mocno się od nich różniła. Jaki był jej odbiór. Myślałeś w ogóle o oczekiwaniach publiczności?
Ciężko czytać ludziom w myślach. Zwłaszcza, kiedy jest ich tak dużo. Kiedy zaczynasz grać koncerty z nowym materiałem, to ludzie tego nie znają i oczywiście chcą głównie starych piosenek. Szczególnie kiedy wcześniej nagrało się płytę, która odniosła sukces i była lubiana. Ale muszę powiedzieć, że ludzie byli otwarci na "Familiars". Minął prawie rok odkąd ją wydaliśmy, publiczność zna ją lepiej, rozpoznają piosenki na koncertach. Z kolei my. Kiedy grasz coś nowego, bardzo chcesz to sprzedać, zwrócić na to uwagę, chcesz żeby ludzie to polubili. Teraz minęło trochę czasu, wszyscy mieli okazję się osłuchać. My wyluzowaliśmy. Zdecydowanie wolę być na tym etapie niż zaraz po wydaniu płyty. A "Familiars" pozwoliło nam realizować własne ambicje, eksperymentować.
Ten duży i nieoczekiwany sukces "Hospice" nie przytłoczył cię? Szczególnie biorąc pod uwagę bardzo osobistą materię tego albumu.
Na samym początku tak. To była płyta, która dosłownie wyszła z mojej sypialni wprost do publiczności. I to o wiele większej publiczności niż się spodziewałem. To była też najbardziej osobista płyta jaką nagrałem, związana z konkretnymi wydarzeniami. Trochę autobiograficzna. A przynajmniej taka się wydaje, choć sama jej treść to fikcja. Jej odbiór był więc przytłaczający, ale i satysfakcjonujący. To było też dziwne - wpuścić tylu obcych ludzi do swojej głowy.
Kiedy usłyszałam "Hospice" byłam zaskoczona, że tę płytę napisał dwudziestoparolatek. Ten poziom dojrzałości i refleksyjności sugerował kogoś znacznie starszego. Wydaje ci się, że jesteś nad wiek dojrzały?
Nie sądzę. Myślę, że dorastałem w sposób nielinearny, że tak powiem. Kiedy miałam 19-20 lat wystrzeliłem w dorosłość, na którą nie byłem gotowy. Pokłosiem tego było "Hospice". Miałem wtedy lekcję życia, którą większość ludzi zalicza dopiero za kilka lat. Może to sprawiło, że zmądrzałem. Ale po tych doświadczeniach zawróciłem. Doszedłem do wniosku, że zdecydowanie nie jestem gotowy na całkowitą dorosłość, cofam się.
Jak się to objawiało?
"Burst Apart" i "Undersea" to zapis tego, jak wtedy wyglądało moje życie. W tym czasie zacząłem dużo jeździć w trasy koncertowe. Moje życie się całkowicie zmieniło. Nie byłem już przywiązany do jednego miejsca, tylko ciągle podróżowałem i spotykałem wielu ludzi. Miałem dużo rock'n'rollowych doświadczeń (śmiech). One mogą być trochę niebezpieczne, ale pozwalają się oderwać od dorosłości i poczuć znowu jak dziecko. I to jest naprawdę świetne.
A jak się teraz czujesz ze swoim wiekiem i miejscem, w którym jesteś w życiu?
Nawet nie wiem. W okolicach "Burst Aprat" i "Undersea" stwierdziłem, że może jednak chcę trochę dorosnąć. To był okres kiedy już pracowaliśmy już "Familiars". Doświadczałem wtedy różnych bóli dorastania. Psychologicznych. To było męczące. Jakbym zmuszał się do bycia bardziej świadomy, bo myślałem "o Boże, robię się stary". A miałem jakieś 27 lat. Teraz mam 29 lat i jak się tak zbliżam do trzydziestki, to próbuję to sobie spokojnie poukładać, dojść do tego, jak teraz będzie wyglądać życie. Niedawno tata mojego przyjaciela miał sześćdziesiąte któreś urodziny. Pytaliśmy go, jak to jest mieć tyle lat. A on na to, że to zabawne, bo wciąż czuje się jak dziewiętnastolatek. Wciąż uważasz się za dzieciaka, choć totalnie nim nie jesteś.
Uważasz, że media, szczególnie te nowe, jak blogi mocno wam pomogły na początku?
Pierwsze duże medium, które nas zauważyło to radio NPR [National Public Radio - amerykańskie radio publiczne - przyp. red.]. A potem był efekt kuli śnieżnej. To był zupełnie inny czas w muzyce i dziennikarstwie muzycznym. Wciąż era blogów mp3. Mailowałem z nimi przez kilka lat dzieląc się muzyką, którą robiłem przed "Hospice". Potem splotło się dużo pozytywnych okoliczności. Ludzie, którzy już nam sprzyjali, intensywnie nas promowali. Dzięki NPR obudziły się inne, większe media, które z kolei dotarły do zwykłych słuchaczy.
Masz rację z tym, że prasa muzyczna się zmieniła. Nie wydaje ci się, że wiele zjawisk i fascynacji to balony sztucznie napompowane przez media?
Zdecydowanie. Choć takie nadmierne lansowanie pewnych zjawisk wpisuje się w naturę zawodu dziennikarza. Tylko zwykle coś powinno za tym stać. Choć czasami wystarczy fajna piosenka, którą ludzie polubią. Moim zdaniem takie pompowanie hypu nie jest dobrą rzeczą. Często to przygotowanie gruntu pod czyjąś porażkę. Stawianie poprzeczki za wysoko i zmuszanie, żeby ktoś ją przeskoczył, kiedy ona jest nie do przeskoczenia. Cieszę się, że nigdy nie mieliśmy hitu. Bo hity, mogą pomóc, ale bywają szkodliwe. Szufladkują i ograniczają. Kiedy masz przebój, to na początku wydaje się, że jest super. Kończy się tak, że ludzie przychodzą na koncerty i chcą usłyszeć tylko tę jedną piosenkę. Reszta ich zupełnie nie obchodzi. Myślę, że strasznie ciężko się potem z tego wydostać. Z drugiej strony to totalnie organiczne zjawisko. Nic nie poradzisz na to, że ludziom się coś po prostu tak bardzo podoba. Wtedy to się nie wydaje przesadzone. To jest potęga tej zajawki.
A jaki ty masz stosunek do mediów?
Szczęśliwie się złożyło, że odbiór naszej muzyki przez media był w przeważającej części pozytywny. Więc nie jestem w sytuacji, żeby mówić "pie****ę prasę". Ale jestem nieufny. I ostrożnie czytam, co piszą o The Antlers. Jeśli ktoś zjedzie twoją płytę, a nie masz ugruntowanej pozycji i poczucia własnej wartości, to zapominasz, że dla ciebie ta płyta wiele znaczy i ci się podoba. To ma wpływ na przyszłość. Próbujesz uniknąć tych samych błędów albo spada ci morale. Jest jeszcze druga strona. Bardzo pozytywna recenzja może rozdmuchać ego. Potem masz przeświadczenie, że tak dobrze przyjęta płyta musi być najlepsza, a więc kolejne rzeczy powinny być podobne.
Pytałam o to, bo bardzo mi się podobało jak przerobiłeś złą recenzję "Familiars" na recenzję. restauracji. Wielu muzyków by się po prostu wkurzyło w takiej sytuacji.

Dzięki. To się okazało doświadczeniem terapeutycznym. I polecam to każdemu, kto dostanie złą recenzję. Zróbcie to dla siebie. To sprawia, że słowa, które mogą zaboleć, przestają być groźne, ponieważ tracą swoje znaczenie. Zrobienie z tego recenzji restauracji sprawiło, że zaczynasz się śmiać z tego i całej idei oceniania muzyki.

Dodatkowe informacje: HALFWAY FESTIVAL 2015

| 1 | 2 | Następna strona >>
Muzyka polska
CO NOWEGO?
STARE, NOWE I NAJNOWSZE
SHOW MUST GO ON!
NA POWAŻNIE
NAJ...LINKI
Muzyka zagraniczna
CO NOWEGO?
STARE, NOWE I NAJNOWSZE
SHOW MUST GO ON!
NA POWAŻNIE
NAJ...LINKI
Muzyczny deser
MUZYKA Z GŁOŚNIKA...
EKRANIZACJA
LISTY PRZEBOJÓW
CHWILA WYTCHNIENIA
NO TO GRAJ
TROCHĘ SOFTU
NA FALI
UJAWNIJ SIĘ
WYWIADY
SZAŁ CIAŁ
PIGUŁKA
Muzyczny odlot
WYDARZENIA KULTURALNE
MODERN ROCK REV.
Listy przebojów
BILLBOARD SINGLES (18.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

EUROCHART SINGLES (21.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

UKCHART SINGLES (21.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

Subskrypcja
ZAREJESTRUJ SIE (NOWY FORMULARZ)
Muzyczne szukanie
 
 
 

Tysiące tanich przedmiotów!
Tysiące tanich przedmiotów!

W górę

DNC | REKLAMA | POCZTA | POMOC | ZUIOP

Wszelkie prawa zastrzeżone - DNC WebDesign 2000 - 2017