O nas
STRONA GŁÓWNA >>

Dzisiaj jest Środa, 14 Listopad 2018 r. Imieniny: Emila, Laury, Rogera

Co nowego?

The Bees - Free The Bees

Co prawda dwa lata to nie wieczność, ale wydaje się, że Paul Butler i Aaron Fletcher z The Bees zniknęli na dłużej niż było to rzeczywiście konieczne. Po premierze wysoce ocenianej debiutanckiej płyty "Sunshine Hit Me" (nominowanej do Mercury Prize), dwaj panowie z Wyspy Wight stwierdzili chyba, że przejdą się na trochę dłuższy spacer i zniknęli.
Po dwóch latach nieustannych koncertów, a także po trzech bardzo owocnych tygodniach spędzonych w studiu Abbey Road, Paul i Aaron są gotowi zaserwować światu drugą porcję swojej nietuzinkowej, przyciągającej uwagę muzyki. Wystarczy tylko raz posłuchać "FREE THE BEES", żeby przekonać się, iż warto było poczekać. Wystarczy posłuchać trochę dłużej, aby znaleźć się znów na tych samych łagodnych falach, które sprawiły, że"Sunshine Hit Me" rozpaliło do czerwoności niejeden odtwarzacz w Wielkiej Brytanii.
Ale co się stało z szopą, tą słynną konstrukcją w ogrodzie u rodziców Paula, gdzie powstało "Sunshine..", szopą, której duet za żadne skarby nie chciał opuścić? Tak się składa, że nadal tam stoi. Jednak Paul i Aaron przenieśli się do pobliskiego domu, gdzie każdy zajął własne piętro, a na piętrze środkowym znalazło się studio. Tam właśnie chcieli nagrać swoją drugą płytę. Do czasu, kiedy Paul podczas sesji kolegi z wyspy, Drew, zasiadł na fotelu producenta w Abbey Road, gdzie doświadczył niezwykłej grawitacji panującej w studio, w którym pewna czwórka z Liverpoolu kiedyś tworzyła historię. Dwa lata temu pytałem, co zrobią jeśli nie będą mogli nagrywać płyty w ogrodowej szopie. Na obu twarzach pojawiło się wówczas prawdziwe przerażenie. Teraz odpowiedź brzmi: "Wymyśliliśmy, że po prostu nagramy ją w najlepszym studiu na świecie."
Jeżeli ktoś podejrzewał, że zmiany w kontrakcie, które następowały w ciągu tych dwóch lat, a także związane z nimi opóźnienia wpłynęły w jakikolwiek sposób na zespół, wystarczy, że posłucha przez chwilę "FREE THE BEES", a wątpliwości zostaną rozwiane. Singiel "Wash In The Rain" nadaje ton i tempo płycie. Wszechobecny Hammond, imponujący bas, stare dobre gitarowe riffy, a jeszcze w oddali ktoś nieźle zabawia się z fortepianem. Zaś nad całym tym cudownym chaosem panuje wokal Paula, który ledwo zipie po miesiącach użytkowania go w trasie (według niego była to "nauka krzyczenia"). I jeszcze charakterystyczne, wieloznaczne teksty Aarona, np. "Try and I fail ... sometimes I even succeed" (Próbuję, i przegrywam... czasem nawet wygrywam), typowe dla Fletchera: przy pierwszym przesłuchaniu coś nam zaczyna świtać, później dopiero przychodzi świadomość ich głębi.
Na pytanie, co skłania go do pisania tak niejednoznacznych, marzycielskich tekstów Aaron chowa się do kąta, niczym mały chłopiec, który ma zarecytować wierszyk podczas wręczania nagród. "Szczypta fantazji ze szczyptą rzeczywistości," tyle miał mi mniej więcej do powiedzenia na ten temat. I jeszcze, że ma nadzieję, że ludzie odnajdą się w jego piosenkach, a później będą o nich śnić. The Bees udowodnili już wcześniej, że lubią czasami zwolnić. Trudno więc znaleźć przyjemniejszą piosenkę niż I Love You. Chórki a la Temptations, wokal Paula przechodzący przez stary mikrofon z RCA a la lata sześćdziesiąte, szczere do bólu słowa Aarona: "You wouldn't walk away if my stories, they weren't true" (Nie odeszłabyś, gdyby moje opowieści były nieprawdziwe). Chicken Payback to dowód na to, że życie na wyspie nie sprowadza się jedynie do leżenia do góry brzuchem na zielonej trawce w leniwe niedzielne popłudnie ("There's plenty of room for advantage, it's the effort required that makes me so tired." - tłum.: "Jest gdzie się wykazać, ale sama myśl o wysiłku strasznie mnie męczy"). Noszące ślady starej Clapping Song Shirley Ellis Chicken Payback to The Bees, które wyrwało sie jakiejkolwiek dyscyplinie. Piosenka ugina się pod zmasowanym atakiem sekcji dętej i tajemniczym apelem Paula: "All the animals together" (Wszystkie zwierzęta razem!) i "Monkey!" (Małpa!). Kolejny prawdziwy klejnot z płyty wysadzanej muzycznymi diamentami to Horsemen, na którym dochodzą do głosu inspiracje z winylowej kolekcji Paula i Aarona. Refren jest ukłonem w stronę Briana Wilsona, tekst po raz kolejny daje do myślenia. Trudno oprzeć się zawartej w nim sugestii - "I have told you not to worry" (Mówiłem, żebyś się nie przejmował).
"Sunshine Hit Me" stworzyli dwaj koledzy na sprzęcie analogowym w ogrodowej szopie. FREE THE BEES nagrali w nieco poszerzonym składzie. Najpierw byli przyjaciółmi, teraz wszyscy są w Bees (i nadal się przyjaźnią!): Kris Birkin (gitara), Michael Clevett (perkusja), Tim Parkin (trąbka) i Warren Hampshire (hammond) od lat grali z Paulem i Aaronem w ich rozmaitych wcieleniach muzycznych, od darmowych koncertów przez prywatne jamy. Dlatego kiedy przyszło do zbierania składu na trasę koncertową, nie trzeba było daleko szukać. Po dwóch latach zbierany na prędce skład stał się pierwszoligowym zespołem. Nie wydaje się, aby drugi album powstawał w bólach, które często towarzyszą takim nagraniom . Nawet w Abbey Road zespół pozwolił sobie nagrać jedynie 16 utworów. Mimo wszystko, FREE THE BEES wydaje się bardziej surowe od swej poprzedniczki, przynajmniej w warstwie dźwiękowej. Z jednej strony, Paul i Aaron poczynili nie lada postępy w sekcji kompozytorskiej, z drugiej jednak, zdecydowali się zachować surowe, choć pełne pasji brzmienie, dzięki któremu ich debiut zyskał niewątpliwą autentyczność. Zespoły przekopujące się przez sterty starego winylu, nagrywające na sprzęcie analogowym (np.Toerag), nie kryjące swoich muzycznych inspiracji - takich grup jest obecnie na pęczki. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że obecnie każdy, kto uprawia muzyczne poletko, otrzymuje ten sam, nieco ograniczony plon, czasem jedynie używając do tego nieco nowocześniejszych narzędzi. Tak naprawdę chodzi jednak o to, co się z otrzymanym materiałem dalej dzieje. I tu właśnie wyróżnia się The Bees. Zespół ten wymyka się wszelakiej klasyfikacji, a nawet upaja się absurdalnością wszelkich prób tej maści.
Jeżeli chodzi o wpływ słynnego studia na muzykę The Bees, artyści najwyraźniej poddali się jego niezwykłej magii: słychać to w ostrej jak brzytwa partii gitary, w partii niemalże dominującego basu, na This Is The Land czy też The Ghosts. Dlatego trudno się dziwić, że ostatecznie udało się wywabić Paula i Aarona z ich ulubionej szopy. Magia udzieli się niewątpliwie również każdemu, kto przesłucha wszystkie 12 utworów z "FREE THE BEES". Stanowią one niezbity (i pokrzepiający) dowód, że jest to zespół nadal zakochany w muzyce.

Inne informacje: Tutaj...

Wydawnictwo: Pomaton EMI.
Dodaj swoją opinię...
PODYSKUTUJ NA FORUM

Aktualizacja: 08.08.2004

Poprzednia Następna

OPINIE INTERNAUTÓW:

Obecnie brak wpisów.

Muzyka polska
CO NOWEGO?
STARE, NOWE I NAJNOWSZE
SHOW MUST GO ON!
NA POWAŻNIE
NAJ...LINKI
Muzyka zagraniczna
CO NOWEGO?
STARE, NOWE I NAJNOWSZE
SHOW MUST GO ON!
NA POWAŻNIE
NAJ...LINKI
Muzyczny deser
MUZYKA Z GŁOŚNIKA...
EKRANIZACJA
LISTY PRZEBOJÓW
CHWILA WYTCHNIENIA
NO TO GRAJ
TROCHĘ SOFTU
NA FALI
UJAWNIJ SIĘ
WYWIADY
SZAŁ CIAŁ
PIGUŁKA
Muzyczny odlot
WYDARZENIA KULTURALNE
MODERN ROCK REV.
Listy przebojów
BILLBOARD SINGLES (18.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

EUROCHART SINGLES (21.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

UKCHART SINGLES (21.02)

1. ED SHEERAN - Shape Of You

Subskrypcja
ZAREJESTRUJ SIE (NOWY FORMULARZ)
Muzyczne szukanie

 
 
 

Tysiące tanich przedmiotów!
Tysiące tanich przedmiotów!

W górę

DNC | REKLAMA | POCZTA | POMOC | ZUIOP

Wszelkie prawa zastrzeżone - DNC WebDesign 2000 - 2018